dach mam juz kilkanascie lat i od strony polnocnej dachowka cala zielona, mech i glony posiadaly sie tak ze rynny sie zapychaja. mysle czy wejsc samemu z myjka i to zmyc bo szkoda kasy na firme, ale z drugiej strony wysokosc i sliska polac to nie przelewki, baba mi nie pozwala bo sie boi ze spadne. do tego slyszalem ze za mocnym strumieniem mozna dachowke uszkodzic. zlecaliscie komus mycie dachu czy meczyliscie sie sami, jak to wyszlo kosztowo
dachowka cala zielona od polnocy, mycie samemu na wysokosci czy zlecic |
|
Bartek nie ryzykuj sam na dachu, u sasiada szwagier wlazl i o malo nie zjechal po mokrej polaci, nie warto dla oszczednosci. My zlecilismy mycie dachów firmie i poszlo sprawnie, robili srodkami biodegradowalnymi wiec rosliny w ogrodzie cale, a do tego zaproponowali impregnacje zeby mech tak szybko nie wracal. Pracuja na wysokosci z uprawnieniami wiec to ich dzialka a nie amatorka z drabiny. Wycene robili za darmo wiec chocby zadzwon i sprawdz, jak policzysz ryzyko i ile sam bys sie meczyl to wychodzi rozsadnie
bartek sluchaj zony w tej sprawie, dach to nie miejsce na eksperymenty zwlaszcza mokry. u mnie ojciec uparl sie ze sam i skonczylo sie zsunieta dachowka i tygodniem w gipsie. firma ma sprzet i asekuracje, robia to codziennie. ta impregnacja po umyciu o ktorej anna pisze ma sens bo samo zmycie to chwilowe, glony lubia wracac na polnocna strone gdzie wilgotno i bez slonca
bartek pisałeś że się zastanawiasz, ja odpuściłem samodzielne mycie dachu i zleciłem, dobrze zrobiłem. w taki upał na rozgrzanym dachu robota to samobójstwo, ekipa zrobiła w kilka godzin. po umyciu dach jaśniejszy i mniej się nagrzewa, czuć pod poddaszem
|
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|


